Historyczna majówka w Beskidzie Niskim

Historyczna majówka w Beskidzie Niskim

Beskid Niski to kraina o wielu walorach przyrodniczych. Co roku odwiedzana jest przez turystów szukających spokoju, ciszy i dziewiczej, nieskażonej przyrody.

Beskid Niski to kraina kilkuset wojskowych cmentarzy z I wojny światowej. To tutaj 2 maja 1915r. pod Gorlicami rozegrała się jedna z najbardziej krwawych bitew na froncie wschodnim. W „operacji gorlickiej” poległo 20 000 żołnierzy, przedstawicieli wszystkich narodowości Środkowo-Wschodniej Europy: Rosjan, Niemców, Austriaków, Węgrów, Polaków, Ukraińców, Słowaków i Czechów.

W długi weekend majowy, jak co roku, uwaga wszystkich skupiona będzie wokół obchodów 100-lecia Bitwy Gorlickiej. Z tego powodu w Gorlicach i gminach ościennych odbędzie się wiele ciekawych spotkań, uroczystości, koncertów i wernisaży.

Jednak największą atrakcją, zwłaszcza dla najmłodszych, będzie inscenizacja Bitwy Gorlickiej na terenie gminy Sękowa.  Rekonstrukcja ta, to największe w kraju I-wojenne, międzynarodowe widowisko batalistyczne. Walczyć będą grupy rekonstrukcyjne z Polski, Ukrainy, Litwy, Rosji, Białorusi, Czech, Słowacji, Austrii i Węgier. Wszyscy uczestnicy wystąpią w kostiumach, mundurach i z tradycyjną bronią z początku XX-wieku. Scenografia pola bitwy, podkarpackiej wioski, szpitala polowego, kuchni wojskowej – to wszystko będzie w sposób bardzo realistyczny przedstawione.  Ponadto będzie można pojeździć na najstarszej w kraju karuzeli, posmakować kuchni wojskowej a wieczorem obejrzeć film w plenerowym kinie.

Długi majowy weekend w Beskidzie Niskim zapowiada się bardzo ciekawie. Jest okazją, żeby z dziećmi spędzić fajną, historyczną przygodę, a zarazem odpocząć od miejskiego gwaru i tłumu.

Serdecznie zapraszamy

Bieliczna

Bieliczna

A w Bielicznej trawa aż po pas
Nad Bieliczną Lackowa stoi w chmurach
Nad Bieliczną rosną lasy pełne malin i borówek
Nad Bieliczną płacze dobry Bóg …

To tekst Krzysztofa Kleszcza o najpiękniejszej (moim zdaniem) dolinie Beskidu Niskiego. Po dawnej, łemkowskiej wsi została jedynie murowana, na biało pomalowana cerkiew, cmentarz z kilkunastoma krzyżami i kilka kapliczek. Poniżej wśród zdziczałych jabłoni, można dojrzeć kilka starych, kamiennych piwniczek. Łemków ze wsi wysiedlono w 1945r., wieś spalono.
Nad doliną górują najwyższe szczyty Beskidu Niskiego – Lackowa (997m n.p.m.), Ostry Wierch (938m) i Biała Skała (903m). W oddali rozpościera się  pasmo Jaworzyny Krynickiej (1114 m) oraz Tatr Bielskich.
Pewnie nie często widoczność w dolinie Bielicznej jest tak dobra i rozległa. Wczoraj jednak mieliśmy dużo szczęścia.  Powędrowaliśmy za cerkiew w kierunku Słowacji. Szliśmy wzdłuż Lackowej, wspinając się ku przełęczy. W pewnym momencie, gdy odwróciliśmy się, ujrzeliśmy najpierw Tarty Bielskie, a potem kolejne pasma najwyższych polskich gór.

Wszystkich naszych znajomych zabieramy na wyprawę do Bielicznej. My jesteśmy tam po kilka razy w roku. Magiczne miejsce, ze względu na historię smutne, ale z widokami zapierającymi dech w piersiach. Koniecznie trzeba to zobaczyć.

Jaworzyna w Beskidzie Niskim

Jaworzyna w Beskidzie Niskim

Tylko przestało lać, rzeczki i strumienie ucichły, więc my oczywiście poszliśmy w góry. Nie byliśmy na szlaku jakiś miesiąc. Mając do wyboru spacer doliną lub wejście na kolejny szczyt, dzieci wybrały to drugie.
Chyba złapały bakcyla.

Szły niestety w kaloszach, bo w górach było mokro i błotniście.
Jednak udało nam się z Regietowa dojść do Jaworzyny Konieczniańskiej (881m n.p.m.) i z powrotem. Wejście na szczyt jest niezbyt strome. Nawet czterolatki tym razem maszerowały na własnych nóżkach.  Na szczycie posiłek z rozległym widokiem, aż po zalew Klimkówka. Zejście przez las, a potem bieg przez ogromne pastwisko. Tu przywitało nas stado koni i rwąca rzeczka do pokonania.
Do tego na Jaworzynie chyba wytropiliśmy ślady wilka (W załączeniu zdjęcie. Prosimy o komentarz znawców). Zatem moc atrakcji, piękna pogoda i miłe francuskie towarzystwo sprawiło, że byliśmy dotlenieni i spełnieni.
Lackowa – 997m n.p.m.

Lackowa – 997m n.p.m.

Ostatnią wyprawę górską możemy uznać za udaną. Zdobyliśmy najwyższy szczyt Beskidu Niskiego – Lackową, dzieci zaczerpnęły trochę wiedzy z zakresu przyrody i geografii, spędziliśmy dzień aktywnie i w bardzo miłym towarzystwie. Ale po kolei.
Postanowiliśmy wchodzić na Lackową od strony Krynicy, a dokładnie z Izb. Wiedzieliśmy, że z tej strony wejście jest trudniejsze, bardziej strome. Ale idąc z dziećmi uznaliśmy, że lepiej wchodzić po stromym zboczu, niż schodzić. Przy schodzeniu łatwo o kontuzję, skręcenie kostki, zwłaszcza u maluchów.
Początek był łagodny, dlatego naszym dzieciom szybko zaczęło się nudzić. Na szczęście natrafiliśmy na traszkę z wielką kolonią kijanek. W niewielkiej kałuży pływały setki czarnych kijanek. Nasz syn Mikołaj był zachwycony, musiał koniecznie wziąć traszkę do ręki i z każdej strony obejrzeć. Później sfotografować. Gdy ruszyliśmy dalej, zaczęły się standardowe pytania dotyczące traszki i innych płazów: dlaczego? co? gdzie? kiedy? itd. Ale dzięki temu ubywało nam drogi a dzieci szły jak nigdy dotąd.
Problem pojawił się, gdy przed nami wyrosła stroma, prawie pionowa góra. Jękom nie było końca. Uzgodniliśmy, że będziemy liczyć po kolei, we wszystkich znanych nam językach. Dzieciaki liczyły i maszerowali, trochę na nogach, trochę na czworakach. I tak dotarliśmy do grzbietu Lackowej.
A tu kolejna niespodzianka. Szlak poprowadzony jest wzdłuż granicy polsko-słowackiej. Nie lada atrakcją była dla dzieci możliwość ciągłego przekraczania granicy. Co chwila mogli być a to w Polsce, a to na Słowacji. Albo, że jedną nogą są w Ojczyźnie a drugą u naszych sąsiadów.
Maszerując w kierunku szczytu po prawej mieliśmy widok na słowacką część Beskidu Niskiego z górującym szczytem Busov (1002 m n.p.m.), a po lewej polskie beskidzkie szczyty.
Na Lackowej urządziliśmy sobie piknik, z gorąca herbatą i świątecznym sernikiem.
A potem pozostało nam już tylko zejście w dół, w kierunku Bielicznej. Trasa była o wiele łatwiejsza, wzdłuż rzeczki, którą musieliśmy przechodzić kilkanaście razy. W pustej dolince, niegdyś łemkowskiej, naliczyliśmy kilka kamiennych piwniczek i mnóstwo dzikich jabłoni. Niegdyś toczyło się tam łemkowskie życie, do dziś pozostały zdziczałe sady i pozostałości domowych podmurówek.

Na koniec jeszcze zwiedzanie murowanej cerkwi w Bielicznej i powrót do domu.

 

Nostalgicznie w Beskidzie Niskim

Nostalgicznie w Beskidzie Niskim

[fusion_text]Kocham słońce, wysokie temperatury. Dlatego cieszę się, że wiosna w tym roku tak szybko nadeszła. Można wypić na polu kawę, podać w sobotę obiad pod wiatą. Dzieci ze swoimi zabawami wybyły na podwórko. W tym roku planują budowę tipi – namiotu indiańskiego, w którym mają zamiar spędzić całe wakacje.
Ale w Beskidzie Niskim bywają dni jak dzisiejszy i wczorajszy. Gdy pada, siąpi. Jest smutno i nostalgicznie. Te dni również lubię. W beskidzkich dolinkach rozpościera się gęsta mgła, rechoczą żaby, wychodzą na spacer salamandry. Nad głowami latają orliki krzykliwe. Brak turystów, których odstraszyła pogoda. I my, w kaloszach bo błoto straszne, wybieramy się wtedy w samo centrum łemkowszczyzny. Ostatnio dotarliśmy do rozstaju dróg Czarnego i Lipnej. Stąd te urokliwe krzyże i kapliczki.
Pewnie powtarzam się, ale napiszę to jeszcze raz. Beskid Niski to specyficzne miejsce, pełne nostalgii, smutku, jakieś beznadziei. Gdzie obcuje się z duchem przeszłości. A zarazem z dziką przyrodą, na szczęście nie zaśmieconą przez wszechobecne atrakcje turystyczne. To tutaj jakiś miesiąc temu, moi znajomi natrafili na parę rysi. To tutaj można pomyśleć co dalej, co warto w życiu robić i co jest najważniejsze. Można zatrzymać się lub po prostu zwolnić, w tym naszym prędkim życiu.[/fusion_text]

Czarne – wieś której nie ma

Czarne – wieś której nie ma

Celem naszej wędrówki była łemkowska wieś Czarne w gminie Sękowa. W 1936 roku mieszkało tu 300 prawosławnych, jeden greckokatolicki duchowny, czterech rzymskich katolików oraz jeden Żyd.  W czasie wojny większość mieszkańców wyjechała na Ukrainę, pozostali (około 50 osób) zostało wysiedlonych na zachodnie ziemie w ramach akcji „Wisła”.
Dzisiaj Czarne to rozległa dolina, z dwoma cmentarzami (wojskowym i łemkowskim), z  kilkunastoma przydrożnymi krzyżami, z dzikimi sadami i zapadłymi piwniczkami. Pamięć o wysiedlonych przypominają kamienne, zarośnięte podmurówki domów, oraz symboliczne drzwi –  artystyczna forma upamiętniająca nieistniejącą już wieś Czarne. Drzwi przywodzić mają na myśl łemkowskie chaty. A motto brzmi „Czas nagli wędrowcze. O wspomnienia proszą. Przekrocz próg Domu, którego może i nie ma. Czuj się zaproszony.”
Jeszcze niecałe dwadzieścia lat temu we wsi stała cerkiew i dwie chyże. Cerkiew w latach dziewięćdziesiątych została przeniesiona do skansenu w Nowym Sączu. Tam można ją dzisiaj podziwiać.